Skandal wokół „M jak miłość”! Rozwścieczeni widzowie zapowiadają bojkot serialu TVP
Scenarzyści „M jak miłość” od lat serwują widzom coraz mocniejsze emocje, ale tym razem najwyraźniej przekroczyli granicę. Choć dramatyczne zwroty akcji stały się znakiem rozpoznawczym telenoweli, fani nie kryją oburzenia. Wszystko przez los Franki – żony Pawła Zduńskiego. Coraz więcej widzów zapowiada: jeśli ona zginie, oni odchodzą.
Ledwo opadł kurz po hucznych obchodach 25-lecia serialu, a atmosfera wokół „M jak miłość” nagle zgęstniała. Radość i nostalgia szybko ustąpiły miejsca smutkowi, złości i poczuciu rozczarowania. Powód? Krążące od tygodni plotki, według których Franka w 1907. odcinku ma pożegnać się z życiem.
Jeszcze niedawno TVP świętowała jubileusz jednej z najdłużej emitowanych polskich telenowel. „M jak miłość” zadebiutowało 4 listopada 2000 roku w Dwójce, a jubileuszowa gala – pełna wzruszeń i niespodzianek – odbyła się na początku grudnia. Specjalnie dla fanów z Australii przyleciała Agnieszka Fitkau-Perepeczko, ponownie wcielając się w Simonę, a z Niemiec powrócił Steffen Möller. Nawet Teresa Lipowska, nestorka rodu Mostowiaków, nagrała wyjątkowe wideo na oficjalny Instagram serialu.
Gdy jednak jubileuszowe emocje opadły, nad „M jak miłość” zawisły czarne chmury. Wszystko za sprawą Franki, granej przez Dominikę Kachlik – jednej z najbardziej lubianych bohaterek ostatnich lat.
Zgodnie z nieoficjalnymi doniesieniami, w odcinku emitowanym 3 lutego Franka ma umrzeć w wyniku pęknięcia tętniaka aorty. Dla widzów to scenariusz nie do zaakceptowania. Tym bardziej że – jak podkreślają – taka diagnoza daje szansę na ratunek. Operacja, walka o życie, nadzieja… a nie kolejna śmierć.
Choć produkcja serialu nie potwierdziła plotek, internauci już rozpoczęli otwarty bunt. Aktorka Dominika Kachlik próbowała studzić emocje, apelując w mediach społecznościowych, by nie psuć sobie przyjemności oglądania spoilerami. Jej słowa jednak niewiele pomogły.
Pod oficjalnymi postami serialu zaroiło się od pełnych emocji komentarzy. Widzowie nie gryzą się w język i jasno dają do zrozumienia, że nie na taki serial się umawiali.
„Jak Franka umrze, to będzie mój ostatni odcinek. Oglądam od pierwszego” – pisze jedna z fanek.
„Ciągle tylko tragedie. To już nie jest przyjemność” – dodaje kolejna.
„To nie ‘Gra o tron’. Ten serial miał być odskocznią od codziennych problemów” – czytamy w innych komentarzach.
Dla wielu widzów „M jak miłość” to coś więcej niż telenowela – to bezpieczna przestrzeń, emocjonalna ucieczka od trudnej rzeczywistości. Dlatego wizja kolejnej śmierci, zwłaszcza tak bliskiej i lubianej postaci, wywołała tak silną reakcję.
Czy scenarzyści zdecydują się zignorować głos fanów? A może jeszcze czeka nas zwrot akcji, który uciszy burzę? Jedno jest pewne: jeśli Franka naprawdę zniknie z „M jak miłość”, TVP może zapłacić za to najwyższą cenę – utratą wiernych widzów po 25 latach.




